Slider

Śladami Byrona- Bocca Kotorska

Boka Kotorska – jedna z najpiękniejszych zatok Adriatyku, nazywana jest „fiordem” południa. Geografowie ( w tym Marek ) zakrzykną zaraz, że jaki tam fiord, że fiordy wyrzeźbił lodowiec, a tu nie było lodowca i takie tam. To prawda. Zatoka powstała w wyniku podniesienia poziomu morza i zalania dolin wyrzeźbionych przez rzeki spływających z okolicznych gór. Co nie odbiera jej urody, widoki dorównują monumentalnym pięknem norweskim fiordom, a temperatury tu łaskawsze dla zmarzluchów niż na Języku Trolla. Nazwa zatoki wzięła się od włoskiego słowa „bocca” oznaczającego usta. Zarys zatoki widziany z góry przypomina lekko rozchylone usta. W każdym razie fiord nie fiord, jest to zachwycający urodą zakątek. Surowe szczyty spadające zboczami wprost do lazurowej wody, filigranowe wysepki zwieńczone kamiennymi cerkwiami i monastyrami, a w końcu malownicze miasteczka i osady, jak nawleczone wzdłuż brzegów zatoki korale drogocennego naszyjnika wraz z jego perłą – Kotorem. To wszystko może wprawić w zachwyt. Nie dziwi więc, że wielki romantyk i podróżnik Lord Byron, miał nazwać Bokę najwspanialszym połączeniem gór i morza na naszej planecie. I my pragniemy choć przez chwilę poczuć się jak brytyjski arystokrata i dać się oczarować.

Wejścia do Boki Kotorskiej strzegą dwa półwyspy: od północy chorwacki Prewlaka, od południa odludny półwysep Lustica, który przyszło wcześniej nam zwiedzać. Na straży pierwszego przesmyku stoi wyspa z wspomnianą już twierdzą Mamula. Cała Zatoka składa się z czterech zalewów: Hercegowińskiego, Tiwatskiego, Risanskiego i Kotorskiego, nazwanych od położonych nad nimi miast. Jak wiele rejonów Czarnogóry i ten miał dość burzliwe dzieje i przechodził z rąk do rąk. Jednak najwspanialsze ślady zostawili tu po sobie wenecjanie.

Bokę Kotorską można objechać dookoła dość wąską trasą wiodącą poprzez małe, malownicze miasteczka tuż nad samym brzegiem morza. Gdy nam się spieszy i udajemy się z południa na północ lub z powrotem, można sobie skrócić drogę i przepłynąć cieśninę Verigę promem krążącym pomiędzy Lepetane i Kamenari co 15 minut od rana do wieczora (piesi za free, samochód 4,50 Euro)
Ale najciekawszą formą zwiedzania, pozwalającą jednocześnie dostrzec całą urodę Zatoki i jej miejscowości jest podróż jachtem, czy niewielkim stateczkiem turystycznym. W Kotorze w miejscowej marinie z łatwością można znaleźć urodziwe przedstawicielki firm turystycznych sprzedające bilety na takie wyprawy. My właśnie droga wodną chcemy dotrzeć do dwóch malowniczych wysp Gospa od Skrpjela i Sweti Dorde oraz bohaterskiego i bardzo malowniczego miasta Perast.

Odbijamy od nabrzeża przez chwilę podziwiając oddalający się Kotor. Mijamy jachty i małe żaglowce. W pewnym momencie w ten skwarny dzień spowija nas cień. Od bakburty mija nas wielki jak „biurowiec” statek wycieczkowy. Przez chwilę zasłania nam widoki na południowy brzeg. Jak zamierza się przecisnąć przez cieśninę Verige, zostaje dla nas zagadką. Gdy turystyczny Moby Dick znika nam z oczu, możemy podziwiać kamienne domy, palazza i cerwkie usiane na brzegu półwyspu Vrmac.

Przepływamy obok niewielkiego miasteczka Prcanj. Tu zwracają naszą uwagę dwa budynki. Pierwszy to okazały barokowy budynek sakralny – to jedyny w okolicy rzymskokatolicki kościół Narodzenia Matki Boskiej, którego budowa trwała 120 lat. Drugi, to niepozorny, ale charakterystyczny trójdzielny budynek mieszkalny, owiany romantyczną legendą. Miały go zamieszkiwać trzy siostry, które zakochały się w jednym i tym samym żeglarzu. Mimo, że Prcanj słynęło wieloma dzielnymi i zapewne przystojnymi żeglarzami ( w czasach weneckich, port należał do jednego z ważniejszych w Zatoce), to nie wiedzieć czemu siostry uparły się akurat na tego jednego. Młodzieniec był mniej zdecydowany niż Parys. Nie mogąc podjąć decyzji, młody żeglarz, jak to mają żeglarze w zwyczaju wypłynął w siną dal. Obiecując jednocześnie siostrom, że po powrocie pojmie za żonę, tę która okaże się najstalsza w uczuciu i będzie nań czekała. Zdesperowane siostry wiernie czekały wypatrując ukochanego, każda ze swojego okna. Czas mijał a z nim młodość i uroda, a niezdecydowany żeglarz wciąż nie wracał. Śmierć zabierała nieubłaganie jedną po drugiej z sióstr zamieszkujących trzy części domu, a te żyjące na znak śmierci zamurowywały okno zmarłej. Gdy zmarłą ostatnia, nie doczekawszy oblubieńca, nie było już komu zamurować okna. Do dziś z trzech okien na pierwszym piętrze tylko jedno spogląda na wody zatoki. Tyle legendy.

A my płyniemy dalej, ku wyspie Sweti Dorde (św. Jerzego), gdzie umiejscowił się klasztor benedyktynów w cieniu żałobnych cyprysów. W miejscu tym chowani byli najznamienitsi obywatele Perastu.

Nieopodal, znajduje się kolejna wyspa Gospa od Skrpjela (Matki Boskiej na Skale). Wznosi się tu niewielka cerkiew wybudowana na sztucznie usypanej wyspie w połowie XV w. Zgodnie z legendą dwóch braci miało znaleźć na sterczącej z wody skale obraz Matki Boskiej. Przewieźli znalezisko do kościoła św. Mikołaja w pobliskim Peraste. Nazajutrz obraz miał zniknąć i odnaleźć się ponownie na skale pośrodku zatoki. Sytuacja powtarzała się trzykrotnie. Przeniesiony na ląd obraz znikał i w tajemniczy sposób pojawiał na skale. Mieszkańcy, widząc w tym znak boży, usypali sztuczną wyspę i na tej podwalinie zbudowali cerkiew. Miejsce jest nie tylko chętnie odwiedzane przez turystów z racji malowniczego położenia jak i bogatego wystroju niewielkiego kościółka. Przez wieki stało się ważnym sanktuarium dla żeglarzy i marynarzy, którzy do dziś przed dalekim rejsem przypływają się tu pomodlić o szczęśliwy powrót. Ci, którym przyszło dzięki boskiej opiece ujść cało z rąk piratów i morskich potworów w podzięce dekorowali ściany srebrnymi plakietkami wotywnymi. My też pochylamy głowy w podzięce za udaną podróż.

Późnym popołudniem dobijamy do nabrzeża w Peraste. To niewielkie, wtopione w zbocze miasto z górującą nad nim campanillą kościoła św. Mikołaja i spoglądającymi dumnie weneckimi pałacami, od zawsze było kolebką zdolnych i walecznych żeglarzy. Od XVII w. przez dwa stulecia przeżywało czas świetności. Władza w półtoratysięcznym mieście należała do dwunastu rodów szlacheckich, z których każdy miał własny pałac i flotę liczącą łącznie ponad statków. Mieszcząca się tu szkoła morska Markonowica, była na tyle słynna, że car Piotr Wielki to tu na szkolenie przysłał swoich 17 kapitanów. Wielu z nich doczekało się później szlifów admiralskich. Najsłynniejszym jednak osiągnięciem walecznych perastian, jest odparcie tureckiego oblężenia. W 1654r, niespełna 53 mieszkańców odparło atak 5000 siecznej armii tureckiej tracąc zaledwie dwóch ludzi. Nawet jeśli jesteśmy nieczuli na blaski dawnej chwały, nie sposób oprzeć się obecnemu urokowi Perastu. Wędrujemy najpierw wzdłuż nabrzeża, potem wąskimi ukwieconymi zaułkami, czasem stromymi schodami, by z ponad kamiennych murów i ceramicznych dachów podziwiać widok miasta i zatoki. Gdzieniegdzie zachowały się relikty wież obronnych cardaci. W pałacu Bujoviców urządzono Muzeum Miejskie. Wysportowani śmiałkowie mogą wejść na 55 metrową wieżę kościelną i stamtąd podziwiać zatokę i jej najwęższe miejsce – cieśninę Verige. W tym miejscu ma zaledwie 350 m i podobnie jak Wisła w rejonie gdańskiej Twierdzy Wisłoujście spięta była niegdyś łańcuchem. Oczywiście klucz do kłódki i kontrolę nad ruchem morskim dzierżyli dzielni mieszkańcy Perastu. Dziś senna atmosfera miasteczka niewiele ma z wojennego zgiełku. Aż chciałoby się usiąść na dłużej pod krzewem hortensji z filiżanką kawy w ręku i posiedzieć tak z dzień lub dwa. Ale czas odbijać i wracać do Kotoru, a potem na kamping. Powoli nasza nasza przygoda z wybrzeżem Adriatyku dobiega końca.

z urodzenia gdańszczanka, z zawodu architekt, z miłości żona i mama, z pasji szwenda się, podgląda i podsłuchuje a potem to opisuje, po cichu marzy o podróży HEN
Posts created 33

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top
Podziel się